Nowe rozdanie

środa, 29.09.2010

Od pierwszego października nastąpi nowe rozdanie. Zwalniając się z pracy na stacji benzynowej nie myślałem, że na tak trudnym dla programisty rynku, jak ten w Bielsku-Białej, tak szybko dostanę pracę. W trakcie poszukiwań, udało mi się nawet przeżyć profesjonalną rozmowę kwalifikacyjną w Gliwicach (dużo się nauczyłem o sobie samym).

Przypadkowo, przychodząc na rozmowę w sprawie pracy przy zapleczu pozycjonerskim, dostałem możliwość wypróbowania swoich sił jako programista. Dostałem dość proste zadanie wyłuskania określonych danych ze strony HTML. W Obiektowym PHP zajęło mi to trochę więcej czasu niż chciałem, ale wyszło nieźle.

Programista Jacek stwierdził jednak, że większość ich roboty teraz jest w Pythonie, dodał też, że to bardzo podobne do siebie języki. Także późnym popołudniem zabrałem się za poznawanie nowego języka, a następnie postanowiłem napisać na podstawie skryptu PHP skrypt w Pythonie.

Pythona wcześniej nie widziałem nawet na oczy, a jeśli to bardzo krótko. Co za tym idzie było to ciekawe wyzwanie. Kilka godzin eksperymentów i efekt prawie żaden. Wybiła godzina 3:00 i trzeba było się poddać, gdyż na 7:00 do pracy. To był piątek. W pracy nastąpiła wymiana e-maili z Programistą Jackiem za pomocą komórki. Werdykt: w PHP nieźle. Podał mi też nazwę parser-a, który w łatwy sposób rozprawi się z problemem.

Postanowiłem na poniedziałek przygotować skrypt w Pythonie. Udało się. Skrypt spełniał podstawowe cele zadania. Werdykt: w Pythonie średnio.

Miesiąc próby

Od pojutrza nastąpi miesiąc próby. Dostanę konkretny projekt i będę miał szansę się wykazać.  Z tego co wiem będzie to projekt związany z CMS i językiem PHP, także jestem dobrej myśli. Nie mniej jednak jestem przygotowany na codzienne parenaście godzin pracy by sprostać wymaganiom.

Tak mnie to cieszy, że nawet to za ile w końcu będę pracował i jaka będzie forma umowy, schodzi na dalszy plan. Mam jedną tylko nadzieję, że nie znienawidzę programowania pod presją ;) .

Informatyka dnia codziennego, czyli multum możliwości

piątek, 05.03.2010

Zasadniczo wpis ten nie dotyczy tylko informatyki, ale wszystkiego co nas otacza, co może sprawić nam jakiekolwiek trudności.

Ale zacznijmy od informatyki. Informatyka jest niczym innym jak zaprzęgnięciem maszyn operujących na abstrakcyjnych dla człowieka ciągach zer i jedynek do rozwiązywania „problemów trywialnych” i na ich podstawie rozwiązywać część lub całość problemów. Szczególnie ma to znaczenie w przypadku czynności powtarzalnych, czy też trudnych obliczeniowo.

Pozytywne i negatywne skutki komputeryzacji

    Oczywiście ma to swoje pozytywne i negatywne skutki, choćby:

  • pogarszający się styl pisma odręcznego, bo po co się martwić jeśli wszystkie oficjalne pisma teraz oddaje się w formie wydruku
  • pogarszający się poziom ortografii, bo po co jeśli procesor tekstu poprawi błędy
  • nieumiejętność liczenia w pamięci kiedy jeden z naszych nowych narządów (tel. komórkowy), ma wbudowany kalkulator

Ale tak naprawdę komputer powinien być dla nas ułatwieniem, a w połączeniu z internetem bardzo podnosi komfort naszego życia . I nie jest istotne, że w jakimś stopniu komputer upośledza pewne nasze cechy i zdolności.

Niewykorzystywane ułatwienia

Przerabiając właśnie jeden z najprostszych możliwych programów, w którym jak się zdawało Kanclerzowi naszej uczelni można zrobić każdy chyba rodzaj oprogramowania ;), czyli arkusz kalkulacyjny, musiałem się zmierzyć z myślą bardzo przykrą. Ludzie nie potrafią używać oprogramowania choćby w ułamku ich możliwości.

Jako początkujący programista staram się by każdy mój kod, dzień pod dniu stawał się mądrzejszy. Aby nie powtarzać kodu, przekazywać obiekty i argumenty, dziedziczyć, itp. itd. Pracując na arkuszu kalkulacyjnym w którym nie ma żadnej formuły, a powinno być choćby kilka najprostszych uczułem jakieś takie dziwne ukłucie. Uczucie, że miliardy roboczo-godzin jest marnowanych na całym świecie, pomimo że ludzie posiadają narzędzia ułatwiające (często darmowe), ale nie potrafią wykorzystywać ich możliwości.

Dobrze skonstruowany arkusz kalkulacyjny (jak i każde inne oprogramowanie) może oszczędzić czas, który będzie tracony w sposób wykładniczy bez dobrego arkusza, na bezsensowne modyfikacje wartości, które powinny być wyliczalne za pomocą oprogramowania, a nie przy pomocy kartki i kalkulatora. Tak jest bardziej mądrze, ekologiczne, logicznie, elastycznie, ekonomicznie i ogólnie lepiej, a często nie wymaga wielkiej wiedzy.

Optymalizacja ma wiele zalety, oczywiście jeśli nie wymaga większej pracy niż korzyści. Czasem przecież zasada KISS (Keep It Simple Stupid), znaczy po prostu nie ulepszać (nie komplikować) niepotrzebnie, nie robić tzw. „sztuki dla sztuki”. Wiele lat temu poświęciłem parę dobrych godziny jako praktykant by dojść jak masowo wydrukować koperty na podstawie jakiejś bazy danych osobowych, po paru godzinach z kolegami zrezygnowaliśmy z eksperymentów i wydrukowaliśmy jakieś 200-250 kopert, sztuka po sztuce, z każdym razem zamieniając dane. Gdyby nam się udało do tego dojść ułatwilibyśmy pracę księgowości na wiele miesięcy i lat do przodu, ale możliwe że nie udałoby nam się zdążyć z wykonaniem zadania na czas.

Także po to mamy szare komórki by wybrać co jest lepsze w damy czasie, zważając na wszelkie aspekty, by się nie potrzebnie nie „zakiwać”.

Niewykorzystywane ułatwienia nie związane informatyką

Takie same sposoby powinny być stosowane w innych aspektach życia. Ale oczywiście często nie są. Ludzie w większym czy mniejszym stopniu dążą do optymalizacji, ale nie mniej większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z zalet optymalizacji swoich działań. Ma to związek z nieprzyszłościowego podejścia do zagadnień, a czasem zwykłym oczekiwaniem, że ktoś inny rozwiąże nasze problemy (co jest jakimś rozwiązaniem). Czasem małe czynności na początku miesiąca, mogą się przyczynić do dużych oszczędności nerwów i czasu pod koniec miesiąca.

Podsumowanie

W życiu (o ile nie mamy takiej ideologii) powinniśmy jak najbardziej ułatwiać sobie (i innym)  życie, uczyć się jak zrobić więcej, pracując mniej i mając przy tym więcej przyjemności, satysfakcji, a często pieniędzy.

Optymalizujmy nasze działania i programy, ulepszajmy nas samych, ułatwiajmy nasze życie i życie innych ludzi.

100 pomysłów na sekundę

czwartek, 18.02.2010

Można w końcu chwilę odsapnąć po morderczym i wycięczającym okresie, także bogatym w wiele zagwostek i problemów programistycznych, ale głównie nasączonym jak gąbka problemami z zakresu studiów, dziwnych zbiegów okoliczności i polityki władz uczelni.

W końcu można powrócić do programowania w językach w jakich lubi się i chce się programować.

Ostatnio było mi dane zaznajomić się z C# wraz z IDE (zintegrowane środowisko programistyczn) „Microsoft Visual C# 2008 Express Edition” , po wcześniejszej Java-ie wraz z IDE „NetBeans”. Zarówno jeden zestaw jak i dróg był ciekawym doświadczeniem, lecz niestety długie przerwy (dzięki kochanej uczelni, pracy dypl. i obowiązkach zawodowych) w korzystaniu z nich uniemożliwiły zaznajomienie się w większym stopniu i zadomowienie się matni tych dwóch podobnych do siebie języków programowania.

Jako że, ostatnie parę dni, były wybitnie wyluzowane i wszechobecny stres (mimo usilnych starań jego zwalczania) zaczął odchodzić w niepamięć, oczywiście (jak to zawsze u mnie) otworzyła się głowa pełna pomysłów (nie tylko programistycznych). 100 pomysłów na sekundę, których na (nie)szczęście nie zapisuje.

Język GoogleGo

Logo Google Go

Jednym z takich pomysłów było, po przeczytaniu artykułu „Ranking Tiobe: Google Go już popularniejszy od ActionScriptu i Pascala” na webhosting.pl i rankingu na jakim się opierał, zaznajomienie się z jednym z nowych języków, który dość szybko pnie się w górę rankingu czyli Google Go.

Na stronie projektu http://golang.org/ bardzo oczywiście bardzo zachwalają nowy twór.
Od razu na stronie głównej wypunktowane są zalety języka GO:

  • prostota
  • szybkość
  • bezpieczeństwo
  • możliwość równoległej pracy na kodzie
  • daje przyjemność tworzenia kodu
  • open source

Dość skrupulatnie obejrzałem godzinną prezentację na YouTube The Go Programming Language i poszperałem trochę w necie i nie wiele wiem.

Ale zapowiada się ciekawie o ile tylko nadaje się nie tylko do pisania serwerów ;P.

Nie cierpię fuszerki

czwartek, 29.10.2009

Jak to jest, że niektóre firmy informatyczne są w stanie odstawiać takie fuszerki.

No dobra, w tej chwili jestem na ostatniej prostej by skończyć studia informatyczne, nie pracuję w zawodzie, ale na stacji benzynowej.
No ale jestem już po części informatykiem. Jak wiadomo

informatyk = ciekawość

No to się szpera tu i tam, by zobaczyć jak to jest zrobione i w ogóle. Ogólnie kiepawo im to wyszło. Mnie się nasuwają lepsze prace dyplomowe, a nie wytwór jakiegoś firmowego zespołu informatycznego.

Bo jak przez naciśnięcie jednego przycisku, który ma notabene etykietę pokroju btnSprawdzTo, czyli nazwę obiektu button, a nie etykietę jaka faktycznie powinna być do niego przypisana.

Ale to nie koniec zabawy, przyciśnięcie tego przycisku sprawia, że zmienia się znak wartości wyświetlanej w pewnym raporcie czytanym przez Centralę i nagle wychodzi, że marża jest taka sama, tyle, że ze znakiem ujemnym ;). Lekka masakra. Przycisk zmieniający pewną nie znaną wartość, a w zasadzie jej znak, oczywiście jaka to wartość jest niespodzianką dla użytkownika :D. Coś pięknego…

O takich kwiatkach jak częste wieszanie się systemu, różne dziwne błędy i komunikaty,  możliwość zniknięcia benzyny zatankowanej z systemu. Brak też zwykłych ułatwień dla pracownika, część jest trochę mniej toporna niż poprzedni system na poprzedniej stacji benzynowej na jakiej pracowałem, a część toporna tak jak już wspomniane dzieło trochę bardziej niż przeciętnego grona studentów, robiących dla frajdy systemy komputerowe.

Podsumowując powiem jak nasz były Prezydent RP

Przyszli informatycy NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ, NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ… ;)

Funkcje

czwartek, 06.08.2009

Pokazuje ten filmik nie dlatego, że jestem fanatykiem google i jego przeglądarki, choć już kiedyś pisałem o niej. Pokazuje, bo jest ciekawym i udanym pokazaniem, tego wszystkiego co da się pokazać na schematach czy w punktach, a nawet elaboratach. Ale łatwy przekaz najlepiej dociera do każdego człowieka.

Symulacja pracy rządu

piątek, 03.07.2009

„Kolega chwali się koledze:

Napisałem swój pierwszy program Symuluje prace rządu. Kod jest bardzo prosty:

begin
end

po kompilacji okazało się, że program nic nie robi czyli działa w 100% dobrze.”

:D :D :D :D

Nowy blog

sobota, 20.06.2009

BLEE.LIVENUP.PL

to mój nowy blog.

Zawsze to jakiś kontakt z informatyką. Tym razem poszedłem po najmniejszej linii oporu. Wybrałem ładnych szablonik, który przypomina pierwszą stronę jakieś gazety.

Tym razem najważniejsza jest treść, a nie informatyka. A treścią będą moje przemyślenia, newsy, ciekawostki. To wszystko co mnie zainteresuje albo co mnie interesuje już teraz, to wszytko o czym będę chciał napisać i czym się podzielić.

Zapraszam na

Blee.livenup.pl

.

Ocena

czwartek, 23.04.2009

No dobra, już wiem, że nie zostanę programistą. Nie jestem w tym dobry, wszystko zajmuje mi więcej czasu niż innym.

Ale lubię sobie czasem coś zaprogramować. Skończę studia, zacznę pracę, a czasem sobie jakąś szybką stronkę zrobię, z której mam nadzieję będę choć trochę dumny.

Pozdrawiam
Trzeźwo Patrzący

Lepiej być programistą hobbystą, niż kiczowatym programistą.

Studia w PL to idiotyzm!!!

niedziela, 19.04.2009

Kurcze, jestem na 6 semestrze studiów w Polsce. To jest masakra! Ktoś kto wymyślił taki rodzaj studiów to musiał być chyba jakiś wybitny teoretyk, nie mający z praktyką wiele do czynienia.

Nie trudno mi się z tej perspektywy dziwić, że młodzi inżynierowie nie chcą kontynuować studiów w Polsce, pomijając jedynie tych, którzy chcą się paprać w tym niedorozwojowym bagnie dla papierka i lepszej gaży w ostatecznym rozrachunku.

Gdyby te studia wymyślił informatyk praktyk, w życiu by mu nie przyszło do głowy, że do końca studiów był przymus (bo przecież uczelnie najchętniej ograniczyłyby się do 2 przedmiotów na semestr – taniej) wtłaczania bezużytecznej wiedzy w sposób dramatycznie bezsensowny i drażniący. Bo przecież, czy ktoś, kto chce tworzyć grafikę komputerową ma ochotę poznawać przy końcu studiów inżynierskich architekturę mikrokontrolerów, czy ktoś kto chce tworzyć strony internetowe zainteresowany jest jakimś ekonomicznym bełkotem (który zasadniczo jest tańszy w wykładaniu)?

Na nasze nieszczęście, program studiów, to nie jest coś co jest tworzone i modyfikowane przez ludzi czynu w danej dziedzinie studiów, jest tworzony przez wybitnych teoretyków, albo co gorsza, ludzi, którzy nie wiele wiedzą o dziedzinie studiów jaki właśnie mają na tapecie.

I to widać!!!

Gdyby wybitny Informatyk-Praktyk stworzył program studiów, to po pierwsze…byłyby to dwa programy. Do wyboru zarówno dla Uczelni i dla Studentów (wybierających uczelnie).

Pierwszy program nie różniłby się znacząco od obecnych studiów. Uczyli by się oni wszystkiego i niczego jednocześnie, zgodnie z maksymą, że inżynier musi wszystkiego liznąć. Taki tryb studiów ma niewątpliwie wielką zaletę, jest tani w „obsłudze”. Wielu miernych wykładowców z marnym doświadczeniem praktycznym, prosty do ogarnięcia plan studiów i łatwiejszy harmonogram. Same plusy dla wszystkich … oprócz studentów.

Drugi program jest mniej więcej taki, jaki obiecywała moja uczelnia kiedy chciała bym zaczął na niej studiować. Przez rok, albo półtora studiuje się rzeczy ogólne (wiadomo, podstawy teoretyczne są niezbędne), następnie wybiera się jakąś specjalizację, którą się drąży już do końca, by na końcu stać się mistrzem w tym co chce się robić.

Jak się okazało, to była jedna wielka ściema!
Czytaj, na 6 semestrze muszę się zajmować np. Mikrokontrolerami, które będę jeszcze na dodatek programować na 7 semestrze, by już nigdy nie wrócić do tego w przyszłości. Kiedy ja się zajmuję „bawieniem się” dokumentacją rodem z firmy ATMEL mógłbym sobie spokojnie robić coś co mnie interesuje, coś dla czego chciałem zostać informatykiem. Mógłbym… gdybym nie chciał zostać Inż. Inf.

Reasumując. Tak jak nie ma rąk które leczą, tak nie ma studiów, które uczą (przynajmniej na moim kierunku studiów i poza osławionymi ośrodkami takimi jak np. Warszawa).

Pozdrawiam
Tomek

Uzależnienie od internetu

wtorek, 07.04.2009

Nie kocham internetu. Jest mi potrzebny. Jest dla mnie narzędziem. Może stanie się kiedyś sposobem na zarabianie na życie. Ale niektórzy stanowczo przesadzają…

Faktem jest, że także w innym sensie uzależniamy się od internetu, nawet nie siedząc od rana do wieczora.
Nie chodzimy już do banku. Nie chodzimy na pocztę. Nie czytam książek. Zamiast kartek świątecznych przesyłamy sobie, często beznamiętnie, elektroniczne pocztówki, czy sms-y. Kontakt osobisty zanika, tak samo jak lasy, góry, jeziora stają się dla niektórych pojęciami abstrakcyjnymi, prawie nie istniejącymi, no chyba, że znajdzie się jakaś fotka przedstawiająca te góry czy lasy w … internecie. W innym, tym drugim, sensie uzależniamy się od internetu, zatracając inną rzeczywistość, która wiąże się z wyjściem z domu, tak po prostu, na wiosenny spacer czy po prostu do ludzi.

Nie wiem czy to źle, czy to dobrze. Wiem jedynie, że świat idzie na przód. Może nam się nie podobać w jakim kierunku zmierza, ale widać, że idzie do przodu.